Marketing + automatyzacja = Automatyzacja marketingu

Już widzę Wasze wykrzywione miny i pytania „Czy to ma jakiś związek z matematyką…?”

Na początek spójrzmy na części składowe naszego równania:

  • Marketing jest trudny, a automatyzacja pełna tajemnic.
  • Marketing opiera się na psychologii, a automatyzacja na technologii.
  • Marketing najlepiej wychodzi ludziom kreatywnym, a automatyzacja znawcom technologii cyfrowej.

Sumą tych wszystkich działań jest automatyzacja marketingu, która brzmi jak coś skomplikowanego, kłopotliwego i – bez wątpienia – zabierającego dużo czasu.

Jeśli tak jak ja jesteście w grupie właścicieli jednoosobowych firm, którzy płacą za wysokie podatki, są przeładowani zleceniami i non-stop zestresowani, na pewno pomyślicie, że automatyzacja marketingu powinna znaleźć się na ostatnim miejscu listy „do zrobienia”, prawda?

No cóż, jeśli tak myślicie, jesteście w błędzie.

Oczywiście tak jak w przypadku wszystkich wartościowych rzeczy, opanowanie zasad automatyzacji marketingu wymaga trochę zachodu, ale gdy już to zrobimy, spotka nas wspaniała nagroda…

Wiele zadań powiązanych do tej pory z promowaniem produktów i usług, stanie się łatwiejsze, mniej skomplikowane i szybsze. Co więcej, działania te będą bardziej efektywne, sprawiając, że rozwijanie biznesu i zwiększanie przychodów będzie wymagało od Ciebie mniej wysiłku przy jednoczesnych lepszych rezultatach.

Tak, moi drodzy towarzysze spod znaku „zbyt-dużo-do-zrobienia-a-za-mało-czasu” – naprawdę opowiem Wam historię ze szczęśliwym zakończeniem.

Obiecuję, że po przeczytaniu ostatniego zdania tego tekstu będziecie zadowoleni, że trafił on w Wasze ręce.

Dawno, dawno temu…

W ogóle nie stosowałem automatyzacji marketingu. Prawdę mówiąc, automatyzacja marketingu w kształcie znanym (albo nieznanym) nam dziś, jest stosunkowo nowym zjawiskiem. Kiedy cofam się pamięcią do początków swojej przygody z marketingiem cyfrowym, muszę przyznać, że przez ponad dekadę nie stosowałem nawet email marketingu.

Jednocześnie przez cały ten okres myślałem o sobie jako o digital marketerze. Miałem przecież stronę internetową, a na niej formularz kontaktowy, przez który odwiedzający ją użytkownicy mogli się ze mną kontaktować. I to było na tyle.

Paradoksalnie – jako, że byłem copywriterem-freelancerem – sam pisałem większość emaili dla klientów. W ramach pewnego zlecenia napisałem nawet szczegółowy artykuł do newslettera o email marketingu, swego rodzaju „Przewodnik po…”. Było to o tyle śmieszne, że sam nadal nawet w najmniejszym stopniu nie stosowałem tego rozwiązanie u siebie. W końcu jak to mówią „szewc bez butów chodzi”, nieprawdaż?

Prawdę mówiąc dopiero w 2011 roku założyłem stronę na platformie WordPress i zacząłem pisać bloga. Można powiedzieć, że od tego momentu stałem się content marketerem – choć wtedy byłem jeszcze w tej materii zupełnym żółtodziobem.

W tym samym czasie – lub niedługo później – zająłem się email marketingiem. Tylko, że robiłem to bardzo po amatorsku. Odkryłem też, że zajmuje mi to mnóstwo czasu. Co więcej, biorąc pod uwagę fakt, że moja emailowa książka adresowa nie była rozbudowana (i nie miałem pomysłu na to, jak to zmienić), moje wysiłki nie miały większego przełożenia na rozwój mojej firmy.

Nie pamiętam nawet, którą firmę wybrałem na pierwszego dostawcę usług email marketingowych, ale dokładnie pamiętam, że byłem bardzo niezadowolony z tego, jak wyglądały moje newslettery. Zmieniłem więc dostawcę i zacząłem rozsyłać newsletter, który nazwałem „Get Magnetic”.

Mój drugi dostawca oferował szablony, dzięki którym mogłem w łatwiejszy sposób tworzyć atrakcyjne wizualnie newslettery.
Mój drugi dostawca oferował szablony, dzięki którym mogłem w łatwiejszy sposób tworzyć atrakcyjne wizualnie newslettery.

Wtem pojawił się potężny katalizator.

Pięć lat temu, kiedy byłem w trakcie poszerzania wiedzy na temat możliwości marketingu internetowego i przekopywania się przez związane z nim procesy, usłyszałem o HubSpocie i postanowiłem kupić książkę pt. „Inbound Marketing. Daj się poznać w Google, serwisach społecznościowych i na blogu” napisaną przez jego założycieli

Dowiedziałem się z niej o tym, jak poszczególne części układanki inbound marketingu (znanego też pod nazwą „marketingu przychodzącego”) składają się w całość. Te części to:

  • Twoja strona, która staje się Twoim internetowym centrum zarządzania;
  • Twój blog, który jest skarbnicą generowanych przez Ciebie treści;
  • SEO, dzięki któremu możesz potencjalnie przyciągnąć nowych klientów z zamiarem kupienia czegoś od Ciebie;
  • media społecznościowe, które pomagają w zwiększaniu zasięgu, napędzaniu ruchu i wzmacnianiu relacji z użytkownikami;
  • wezwania do działania (call to action), które inspirują użytkowników do reagowania i odpowiedzi;
  • strony docelowe, na których można umieścić formularze do gromadzenia danych potencjalnych klientów;
  • emaile, które pozwalają utrzymać kontakt z potencjalnymi klientami i zwiększają lojalność;
  • segmentacja, która umożliwia dostarczanie dopasowanych treści poszczególnym subskrybentom;
  • narzędzia analityczne, dzięki którym wiesz, co działa, a co nie;
  • lead scoring i zarządzanie relacjami z klientami (CRM), które pozwalają wdrażać skuteczną komunikację.

Odkryłem, czym dokładnie jest automatyzacja marketingu i o co tak naprawdę w niej chodzi:

  • Automatyzacja marketingu to oprogramowanie (usługa) stworzone po to, by pomóc Ci ustawić priorytety w obszarze działań marketingowych i realizować je bardziej efektywnie.
  • To narzędzie, które pomaga napędzać ruch na stronie, zamieniać ten ruch w potencjalnych klientów, a w końcu potencjalnych klientów w tych rzeczywistych.
  • To też narzędzie, które zdejmuje z Ciebie trochę obciążenia czasowego, ale jednocześnie gwarantuje utrzymanie autentyczności treści, które tworzysz.
  • I wreszcie automatyzacja marketingu jest czynnikiem, dzięki któremu możesz szybciej osiągnąć swoje cele.
 Książka „Inbound Marketing” pozwoliła mi opanować tajniki ówczesnego kształtu marketingu internetowego i sprawiła, że zainteresowałem się tematem automatyzacji marketingu.
Książka „Inbound Marketing” pozwoliła mi opanować tajniki ówczesnego kształtu marketingu internetowego i sprawiła, że zainteresowałem się tematem automatyzacji marketingu.

(Trzy razy) wybierałem stół z niższymi stawkami.

Zapragnąłem mieć to wszystko naraz. Wszystkie te funkcje i korzyści.

Był tylko jeden problem – nie miałem ochoty rozstawać się z pieniędzmi, które niewątpliwie musiałbym zapłacić za korzystanie z renomowanej platformy oferującej automatyzację marketingu. HubSpot i inne, konkurencyjne platformy, oferowały warstwową strukturę płatności. Oznaczało to, że cena usługi rosła wraz z powiększaniem się listy mailingowej użytkownika.

Rozpoczęcie korzystania z niektórych platform do automatyzacji marketingu wymaga również przejścia przez (płatny) proces onboardingowy, który pochłania sporo czasu i pieniędzy. Co więcej, zobowiązuje użytkownika do korzystania z usługi przez co najmniej rok.

Należy przy tym pamiętać, że platforma do automatyzacji marketingu nie przyciągnie do Ciebie klientów jak za dotknięciem magicznej różdżki. Nie ma tam specjalnego guzika, który spowoduje, że na Twoje konto zaczną spływać ogromne sumy pieniędzy. To nadal będzie wymagało od Ciebie pracy.

Jeśli jednak wykonasz tę pracę, której większa część będzie polegała na poświęceniu czasu na stworzenie ciekawych treści, potem będziesz cieszyć się fantastycznymi korzyściami, takimi jak:

  • lepszy ruch na stronie,
  • zwiększona liczba potencjalnych klientów,
  • lepsza jakość potencjalnych klientów,
  • przyspieszony cykl sprzedażowy,
  • niższe koszty działań marketingowych.

Z moich informacji wynika, że więcej jest firm, które nie radzą sobie w odpowiedni sposób z automatyzacją marketingu niż tych, które radzą sobie z nią świetnie. A wynika to z tego prostego faktu, że te pierwsze nie poświęcają temu tematowi odpowiednio dużo zainteresowania i cierpliwości oraz brakuje im systematyczności w działaniu.

W 2011 roku ja też nie byłem gotowy, by zaangażować się w ten temat tak, jak powinienem, więc poszedłem na różne ustępstwa.

Automatyzacja marketingu w mojej firmie

Bardzo zależało mi na utrzymaniu niskich kosztów, więc przejrzałem oferty platform do automatyzacji marketingu dostępne na rynku i wybrałem Optify. Ich oferta nie była co prawda tak wszechstronna jak HubSpot ani konkurencyjne platformy do automatyzacji marketingu skierowane do podobnych odbiorców, ale oprócz obsługi emaila dawała mi narzędzia do tworzenia i hostingu stron produktowych, gromadzenia danych potencjalnych klientów i analizowania aktywności użytkowników.

Wyglądało na to, że jestem na dobrej drodze do wdrożenia się w automatyzację marketingu. Byłem zadowolony, ale niestety – nie trwało to długo. Wkrótce Optify ogłosiło, że kończy działalność. W owym czasie wiele firm oferujących usługi w sektorze marketing automation miało trudności finansowe. W końcu okazało się, że Optify nie ma już środków na kontynuowanie działalności

Zamknięcie firmy nastąpiło szybko. Emaile do klientów zawierały rady i ostrzeżenia, by jak najszybciej zabierali oni swoje pliki z platformy i przenosili je gdzie indziej, ponieważ wszystkie usługi i strony obsługiwane przez Optify wkrótce miały przestać istnieć.

Wkrótce zrobiłem tak, jak mi doradzono i podjąłem szybką (i złą) decyzję o przeniesieniu się na inną platformę, która umożliwiała mi prowadzenie automatyzacji marketingu w podobnie niskiej cenie. Okazało się, że platforma działa topornie, jej obsługa jest trudna, a pomoc techniczna działa bardzo pobieżnie.

Dlatego po raz kolejny przeniosłem się na platformę, która wydawała mi się wschodzącą gwiazdą sceny usług automatyzacji. Udało mi się nawet zbić rachunek do okrągłego zera dolarów, ponieważ umówiłem się na wymianę barterową – w zamian za darmowe konto na platformie, miałem pisać teksty potrzebne firmie będącej jej właścicielem.

Prawdę mówiąc, miałem mieszane uczucia jeśli chodzi o tę platformę. Miała ona dużo plusów, ale na przykład jej funkcjonalność emailowa była ograniczona. Postanowiłem więc znowu ją zmienić – tym razem wybierając rozwiązanie droższe i słynące ze znakomitej integracji oferowanych usług.

I jest to świetnie rozwiązanie, ale jak na mój gust trochę zbyt skomplikowane. Dlatego… przeniosłem się na kolejną platformę. Zgodnie z tytułem tego e-booka, moje przygody to długa podróż.

Warto zwrócić uwagę

Gdy GetResponse zleciło mi napisanie tego e-booka, dokładnie przyjrzałem się ich nowemu rozwiązaniu: przeczytałem część materiałów, obejrzałem filmy i uczestniczyłem w prezentacji. Muszę przyznać, że bardzo spodobało mi się to, co zobaczyłem. Wygląda na to, że to jest idealna platforma dla samodzielnych przedsiębiorców.

Powiem Wam teraz kilka słów o tym, gdzie jestem ze swoją firmą, jak radzę sobie z automatyzacją marketingu i jak pomaga mi ona osiągać zamierzone cele.

GROMADZENIE DANYCH POTENCJALNYCH KLIENTÓW

* Formularze w formie wyskakujących okien – w historii swojej firmy stworzyłem wiele różnych wyskakujących okien dla nowych użytkowników i eksperymentowałem z wieloma ofertami i „zachętami” w różnych momentach: po wejściu na stronę, po przeskrolowaniu treści i przy opuszczaniu strony. To przynosiło dobre wyniki.

* Wbudowane formularze – łatwo stworzyć formularze gromadzące adresy emailowe tych, którzy chcą zapisać się na moją ogólną listę mailingową. W tym przypadku korzystam z dwóch formularzy: jednego znajdującego się na bocznym pasku moich stron oraz drugiego, umieszczonego na dole postów na blogu.

* Wyskakujące wezwanie do działania – choć to nieco bardziej skomplikowana operacja, udało mi się wstawić na strony okna uruchamiane kliknięciem, które oferują dodatkowe treści w odniesieniu do konkretnych artykułów.

STRONY DOCELOWE

* Gromadzenie danych potencjalnych klientów – stworzyłem wiele stron produktowych w celu oferowania dostępnych do pobrania treści (tzw. lead magnets

* Strony z podziękowanie – nowi subskrybenci moich stron gromadzących dane potencjalnych klientów (i stron zakupowych) są również automatycznie przekierowywani na odpowiednie strony z podziękowaniem. W niektórych przypadkach umieszczam też na nich swój film, aby zbudować z użytkownikami jeszcze lepszą więź.

PRODUKTY

* Strony produktowe – jednym z powodów, dla których postanowiłem przenieść się na lepszą platformę do automatyzacji marketingu, był zamiar sprzedawania produktów informacyjnych. W tej kwestii nadal jeszcze dużo przede mną, ale udało mi się już stworzyć kilka stron produktowych, które mogę z łatwością uaktualniać, jeśli zajdzie taka potrzeba. Stworzyłem też strony produktowe oferujące pakiety usług consultingowych i na tym froncie osiągam całkiem niezłe rezultaty.

* Kupony – udało mi się stworzyć kupony z kodami, które można stosować do określonych produktów, oferować wybranym kupującym i które działają w określonych ramach czasowych.

* Strony zakupu – moja platforma umożliwia mi przyjmowanie zamówień, zarządzanie transakcjami i wystawianie paragonów. Tych funkcji nie znajdziecie na większości platform do automatyzacji marketingu, choć oferują one zazwyczaj możliwość integracji z innymi systemami transakcji płatniczych.

* Hosting mediów – aby ułatwić dostęp do e-booków, systematycznie ulepszanych treści i filmów, czasem decyduję się na korzystanie z usług hostingu treści dostarczanych przez moją platformę do automatyzacji marketingu. To sprawia, że mogę łatwiej i szybciej odpowiedzieć na prośby o udostępnienie zabezpieczonych treści.

EMAILE

* Serie powitalne – troszczenie się o potencjalnych klientów to chyba najważniejsza funkcja automatyzacji marketingu. W celu przedstawienia usług moim nowym subskrybentom, stworzyłem serię 13 emaili, z których większość opisuje darmowe treści i narzędzia, jakie mam do zaoferowania. Seria jest zaprogramowana tak, że „wypuszcza” kolejne emaile przez okres 45 dni. Polecałbym taką strategię wszystkim email marketerom, ponieważ zdobycie klienta to wieloetapowy proces i jeden email z podziękowaniem albo ofertą to za mało.

* Newslettery – nie tworzę już newsletterów ani emaili podsumowujących tak często jak kiedyś. Choć niektórzy subskrybenci je lubią, zauważyłem, że są mniej skuteczne niż emaile skupiające się na jednym konkretnym temacie. Tymczasem, newslettery z zasady zawierają wiele linków do wielu źródeł. To w najlepszym razie zwiększa ruch na stronie i pomaga użytkownikom zdobyć wiedzę. A w najgorszym po prostu wprowadza u użytkownika poczucie chaosu i denerwuje go.

* Aktualizacja treści – chciałbym móc powiedzieć, że moja platforma łatwo i automatycznie wysyła użytkownikom aktualizacje, kiedy tylko opublikuję nowy post albo podcast. To funkcja, którą oferuje wielu dostawców usług email marketingowych i platform (w tym GetResponse) wraz z kanałem RSS. Niestety ja muszę ręcznie pisać tego rodzaju emaile – choć stworzyłem sobie szablon, który ułatwia mi ten proces.

* Oferty specjalne – kiedy przedstawiam nowe produkty informacyjne albo oferuję na nie zniżki, by zwiększyć ruch na stronie, wykorzystuję emaile i wysyłam ograniczone czasowo oferty specjalne. Czynnik „pilności” i strach przed stratą szansy to zabiegi psychologiczne często wykorzystywane przez marketerów i przynoszące nierzadko satysfakcjonujące rezultaty.

* Segmentacja – aby w pełni wykorzystać potencjał automatyzacji marketingu, niezbędne jest zastosowanie segmentacji. Spowoduje ona, że nie będziesz wysyłać wszystkiego do wszystkich. Zamiast tego określisz dokładnie grupy docelowe w podziale na preferencje, czas, persony czy też określone zachowania użytkowników. Segmentacja polega na przypisaniu określonych tagów do subskrybentów (np. „pojawił się na webinarze na temat copywritingu”). Ja nadal się tego uczę i idzie mi coraz lepiej, choć jeszcze trochę nauki przede mną.

I inne.

* Webinary – niedawno zacząłem korzystać z platformy webinarowej, którą mogę zintegrować z moją platformą do automatyzacji marketingu. Oznacza to, że strona docelowa, która zbiera dane rejestrujących się użytkowników, przekazuje te dane do mojej platformy. Prowadzenie webinarów umożliwiło mi nawiązanie lepszego kontaktu z moimi subskrybentami i rozpoczęcie sprzedawania „produktowych” wersji moich usług consultingowych.

* Narzędzia analityczne – nie jestem wielkim fanem narzędzi dostępnych na mojej platformie do automatyzacji marketingu, ale muszę przyznać, że są one w stanie zgromadzić większość potrzebnych mi danych. Dzięki temu generalnie trzymam rękę na pulsie i wiem, jaki jest wskaźnik klikalności, wzrost liczby subskrybentów i konwersja na stronach docelowych.

* Lead scoring – stworzyłem podstawowy system do oceniania perspektywicznych klientów, ale przyznam, że nie zawsze stosuję go w taki sposób, w jaki powinienem. Planuję opanowanie go w bardziej zaawansowanym stopniu i wykorzystywanie do lepszej segmentacji listy mailingowej oraz – być może – do przeprowadzenia w niej porządków (poprzez powiadomienia z próbą ponownego nawiązania kontaktu i opcje automatycznego usunięcia z bazy danych). Chciałbym w ten sposób okroić listę w celu lepszego zajęcia się aktywnymi subskrybentami.

* Sekwencje – szalenie istotnym elementem automatyzacji marketingu, który różni go od podstawowego zakresu funkcjonalności ESP, jest możliwość tworzenia niestandardowych sekwencji. To zazwyczaj zakłada konieczność ustalenia zasad ustanawiających określony przebieg korespondencji emailowej. Ja obecnie eksperymentuję z kilkoma różnymi sekwencjami i dostrajaniem całego procesu

* Personalizacja – nie jestem aż takim entuzjastą personalizowanych emaili jak niektórzy eksperci świata online, ale czasem korzystam z opcji zwracania się po imieniu w wysyłanych do użytkownika emailach. W przyszłości być może stworzę ciekawsze strategie personalizujące, obejmujące emaile na urodziny, emaile posprzedażowe z prośbą o informację zwrotną, zastosowanie PURL i być może innych rodzajów korespondencji automatycznej. Moja platforma monitoruje indywidualne zachowania i zakupy, umożliwiając mi tym samym gromadzenie danych i statystyk, dostarczanie wsparcia tam, gdzie jest ono potrzebne oraz wprowadzanie różnego rodzaju segmentacji i personalizacji.

Automatyzacja marketingu opiera się na zasadzie „jeśli X, to Y”.

Wydaje mi się, że wielu marketerów z mniejszych firm nie do końca potrafi rozdzielić email marketing od marketing automation. I wcale mnie to nie dziwi, bo prawda jest taka, że automatyzacja marketingu wywodzi się z email marketingu i większość działań automatyzacji marketingu jest z nim powiązana.

Moim zdaniem największą różnicą miedzy nimi jest to, że automatyzacja marketingu – o ile jest stosowana w sposób efektywny – bazuje na ludzkim zachowaniu. Platforma, której usługi kupujesz, a potem konfigurujesz do swoich potrzeb, zamienia się w swego rodzaju „żywy organizm”, a krótkie słowo „jeśli” staje się bardzo ważne.

Zawsze mówię, że automatyzacja marketingu opiera się na „jeśli”. W ramach tego procesu ustawiasz swój system tak, by robił określone rzeczy jeśli i wtedy, gdy subskrybenci zrobią coś konkretnego (albo tego nie zrobią). Na przykład:

  • Jeśli użytkownik przeczytał X, wyślij Y.
  • Jeśli użytkownik wszedł na X, wyślij Y.
  • Jeśli użytkownik kupił X, wyślij Y.
  • Jeśli użytkownik zignorował X, wyślij Y.

Oczywiście w każdym z powyższych przypadków odpowiedź Y jest inna i dlatego jej efektem jest dużo lepiej dopasowana i dopracowana czasowo komunikacja.

Sam email marketing nie śledzi działań potencjalnych klientów po tym, jak przeklikają się przez Twoją stronę. Nie sprawia też, że kolejne wysłane wiadomości są indywidualnie dopasowywane. Jeśli więc Twoim celem jest troska o potencjalnych klientów poprzez zachęcanie ich do przejścia dalej w ich podróży, automatyzacja marketingu jest motorem, który najlepiej napędza ten proces.

Mówiąc krótko: marketing automation może pomóc Ci przekształcić zgromadzone dane o subskrybencie w bardzo mocną przewagę biznesową.

Niech Twoja podróż będzie mniej wyboista.

To wszystko brzmi bardzo dobrze, prawda? Choć bez wątpienia jest jednocześnie ekscytujące i nieco przerażające…

Spokojnie, weź głęboki oddech. Nie musisz przecież od razu rozpędzać się do setki – możesz działać powoli, małymi krokami. Twój biznes skorzysta już przy automatyzacji jednego procesu. Cały sekret polega na tym, że musisz określić jakich procesów brakuje w Twojej działalności (lub jakie wykonujesz ręcznie) i zautomatyzować je.

Przedstawię Ci teraz zestaw wskazówek, jak zabrać się do tego w mądry sposób. Wprowadzenie poniższych kroków w życie nie powinno sprawić Ci trudności:

Stwórz formularz zapisu albo stronę docelową.

Możesz zaoferować odwiedzającym Twoją stronę prosty formularz zgody na podanie adresu emailowego. To może – choć nie musi – zadziałać. Na pewno masz większe szanse powodzenia, jeśli stworzysz jakiś magnes przyciągający użytkowników (e-book, ściągawka, case study, film itp.) i uzależnisz dostęp do niego zgodą na wypełnienie formularza na stronie docelowej.

Odpowiedz za pomocą emaila z podziękowaniem.

Wyślij nowym subskrybentom email z podziękowaniem za zapisanie się na listę mailingową. Pomyśl też, jak dołączyć do niego wartość dodaną. Może zaoferujesz dodatkowe treści lub zniżkę? Pamiętaj też, żeby uprzedzić subskrybentów czego mogą spodziewać się w kolejnych emailach od Ciebie.

Wysyłaj regularną komunikację do potencjalnych klientów.

Stwórz serię emaili (od 3 do 10), które system będzie wysyłał przez kolejne 4-6 tygodni. Wysyłaj pomocne informacje, by budować zaufanie. Rozważ umieszczenie w wiadomościach nienachalnej oferty sprzedażowej.

Wysyłanie emaili cyklicznych

  • Zacznij od potwierdzeń zamówienia.
  • Możesz stworzyć serię emaili wprowadzających dla nowych użytkowników.
  • Wypróbuj techniki upsellingu i cross-sellingu, aby zwiększyć wartość klienta w czasie.
  • Jeśli Twój produkt opiera się na subskrypcji, zaproponuj oferty odnowienia lub uzupełnienia subskrypcji.
  • Wysyłaj komunikaty przypominające o porzuconych koszykach, aby podwyższyć wskaźnik konwersji.

Lepsza segmentacja lub personalizacja

  • Ustaw system tagowania opierający się na działaniach użytkownika.
  • Wysyłaj konkretne treści i oferty określonym personom.
  • Gromadź informacje o urodzinach i wysyłaj życzenia. Możesz też ustawić emaile w taki sposób, by były wysyłane przy okazji różnych rocznic i świąt (np. w dniu, gdy użytkownikowi mija rok od zostania klientem Twojej firmy).

Pozostałe pomysły do rozważenia

  • Zacznij testować różne opcje tytułów emaili i/lub wersji A/B stron docelowych lub ofert.
  • Promuj wydarzenia za pomocą zaproszeń, przypomnień, zaproszeń „ostatniej szansy” i wiadomości automatycznych.
  • Przyjrzyj się możliwościom automatyzacji przepływu pracy.
  • Wykorzystaj wiadomości reaktywacyjne w celu zachęcenia nieaktywnych subskrybentów.
  • Stwórz swój system określania perspektywicznych klientów.
  • Analizuj. Rób tak, jak ważni gracze w Twojej branży. Poprawiaj to, co działa tak sobie. Pozbądź się tego, co nie działa w ogóle.

Czas na automatyzację!

Może się wydawać, że automatyzacja marketingu to dobry wybór tylko dla firm z osobnymi działami marketingu, ale to nieprawda. W rzeczywistości może ona być Twoją przepustką do większej produktywności i wyższych zysków właśnie dlatego, że nie masz działu marketingu – albo w ogóle żadnych działów.

Pamiętaj, że masz siebie. Swój talent i swoje narzędzia.

Zestaw narzędzi do automatyzacji marketingu, który odpowiada Twoim potrzebom, pozwoli Ci na gromadzenie danych potencjalnych klientów, zadbanie o nich przy pomocy użytecznych treści, a w końcu na przekształcenie ich w swoich (płacących) klientów.

Barry Feldman

Barry Feldman jest autorem książki „SEO Simplified for Short Attention Spans”. Barry jest także założycielem firmy Feldman Creative, która oferuje usługi consultingu, copywritingu i doradztwa kreatywnego – a wszystko to w obszarze treści marketingowych. Jego teksty ukazują się na wielu renomowanych stronach poświęconych tematyce marketingu, a sam autor trafił na listę „25 Social Media Marketing Experts You Need to Know” stworzoną przez LinkedIn. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat jego podejścia do życia i świata, odwiedźcie jego blog – The Point.